Yak Kharka - Thorung Phedi. Mglisty poranek, zadyszka, sąsiad spod blachy i pierwszy ból głowy.
Wstajemy
jak zwykle o 6-stej. Czuję się znacznie lepiej. Gorączka przeszła i mam
chyba więcej sił. Na śniadanie gorąca zupa i do tego herbata. Dobrze
rozgrzewa.
Niebo jest mocno zachmurzone i do tego utrzymuje się
mgła. Dobrze ubrani ruszamy w górę. Poranek jest dość zimny ale na
szczęście zza szczytów szybko wychodzi słońce i robi się ciepło. Jednak
zapowiada się całkiem słoneczny dzień.
Krok,
wdech, krok, wydech, krok, wdech... krok... I tak stopa za stopą
podążamy do góry. Od czasu do czasu zatrzymuję się, wspieram na kijkach i
wyrównuję oddech. Zadyszka pojawia się co chwilę. Irka idzie przodem i
zastanawiam się skąd ona ma taką kondycję. Dzisiejszy dzień to tylko 3,5
godziny drogi, ale wiemy, że musimy się oszczędzać przed dniem
jutrzejszym.
Docieramy
w końcu do Thorung Phedi. Zadyszka, nie chce mi się mówić. Siedzę i
czekam, aż oddech się ustabilizuje. Irka między czasie załatwia nocleg.
Doczłapuję jeszcze trochę pod górę do pokoju. Jest chyba przed
południem, więc czeka nas długi dzień. Nie ma za bardzo co robić więc
siedzimy w śpiworach do pory obiadowej.
Zaczynają nas
boleć głowy. Niskie ciśnienie robi swoje. Wysokość 4540m n.p.m,
ciśnienie około 590hPa. W pokoju po południu jest około 6 stopni. Pić,
ale woda jakoś nie bardzo w takim zimnie wchodzi. Idziemy do kuchni po
termos herbaty. Ceny herbaty czy wrzątku prawie 2 razy wyższe niż na
początku treku. W jadalni tłoczno, ale przynajmniej jest w miarę ciepło.
Jak się później dowiedzieliśmy, Łukasz z Anią i Oktawią trafili w
Thorung Phedi na gorszy nocleg bo jadalnia nie była ogrzewana.
Zaczyna
padać śnieg. Spoglądam za okno i nagle po ziemi przemyka jakiś cień.. e
nie wydawało mi się. Ale za chwile znowu coś przebiega. Czekam więc z
aparatem przy oknie i w końcu spod blachy opartej o kamień wychodzi nasz
mały sąsiad widoczny na zdjęciu obok :)
Dość wcześnie
kładziemy się spać. Śniadanie mamy zamówione na 05:00. Wyjście na
przełęcz planujemy na 06:00. Słyszeliśmy, że niektóre grupy będą
wychodzić po 3-ciej. Zastanawiamy się po co tak wcześnie? Jutrzejszy
dzień to około 9 godzin marszu więc nie widzę sensu, żeby zrywać się w
środku nocy.
Około północy budzę się łapczywie łapiąc
powietrze. Szybko oddycham, aż oddech wraca do normy. Słyszałem, że na
tej wysokości to normalne. Spowolniony oddech podczas snu nie wystarcza,
żeby odpowiednio dotlenić organizm. Nie śpię już do samego rana. Co
chwilę spoglądam na zegarek. Temperatura w pokoju spada do około 0
stopni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz