Ngawal - Manang - Shree Kharka. Nadal poza drogą. Jaki. Noc na 4000m n.p.m.
Wstawanie o 06:00 staje się powoli rutyną. Szybkie śniadanie, pakowanie i
ruszamy w drogę. W cieniu dość zimno ale szybko wychodzi słońce i robi
się idealna temperatura. O tym co widać dookoła trudno mi pisać. Jeden
obraz wart jest więcej niż tysiąc słów :)
W Mugje zatrzymujemy się w przydrożnej piekarni. Jak magnes przyciągają
mnie drożdżówki wyłożone za szybą. Raczej nie są pieczone na miejscu,
ale wyglądają w miarę świeżo. Sprzedawca proponuje, że może je nam
podgrzać na co oczywiście się zgadzamy. Tutaj też po raz pierwszy
spotykamy stado jaków. Ivan z Łukaszem fotografują dzieci, które dość
chętnie pozują. Kilkaset metrów dalej dochodzimy do malowniczej doliny z
rzeką, stadami jaków i białymi szczytami w tle.
Około
południa jesteśmy Manang. Miasteczko jakoś szczególnie mnie nie
zachwyciło. Przed wylotem zamierzaliśmy zostać tam jeden dzień na
aklimatyzację, ale plany się zmieniły. Dzięki wybraniu szlaku przez
Upper Pisang mieliśmy już aklimatyzację do prawie 3700m, więc
stwierdziliśmy, że ruszymy jeszcze tego samego dnia do Shree Kharki.
Ivan niestety został w Manang. On też był trochę chory i chciał
wyzdrowieć przed dalszą drogą.
Podejście
do Shree Kharki jest mocno strome. Wysokość wszystkim daje się we
znaki. Ja o dziwo czuję się lepiej niż rano - czyżbym już wyzdrowiał?
Idę równym tempem, tuż za mną idzie Irka. Na miejsca docieramy chwilę
przed pozostałą trójką naszej wyprawy. Jest zimno. Słońce powoli chowa
się za szczytami i czujemy, że niedługo będzie jeszcze zimniej.
Zrzucamy
plecaki w pokojach i zbieramy się do jadalni - jedyne miejsce gdzie
wieczorem jest ciepło. Spora kolacja, dużo herbaty. Mieszanka słońca,
gorąca, zimna i kilku godzin marszu każdego zmęczyła. Kolejny termos
wrzątku i już paruje kubek z herbatą. Przyjemne ciepło. Zerkam na chwilę
do pokoju na termometr w zegarku. Pokazuje 6 stopni, a to dopiero
wieczór. Rano temperatura spada do niecałych 3 stopni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz