Budzik dzwoni o 06:00. Głodny przygód jako pierwszy wyskakuję z łóżka. Pamiętam jeszcze jak dzień wcześniej Irka mówiła, żebym uważał na futryny w drzwiach bo niskie... i ryp, aż mnie złożyło do przysiadu. No, to już jestem w pełni rozbudzony, tylko głowa niestety trochę boli. Pyszne śniadanie, aromat kawy - czego więcej trzeba o tej porze?
Około godziny przed dotarciem do Tal zaczynamy strome i nużące podejście. Plecak znowu staje się cięższy i ramiona zaczynają odpadać. Siłą woli przyspieszam. Myślę tylko o tym, żeby zrzucić z siebie ten ciężar. Dochodzimy w końcu do wypłaszczenia i droga lekko zaczyna schodzić w dół. Za którymś z kolei zakrętem wyłania się malowniczo położone Tal. Szeroka płaska dolina z wolno płynącą rzeką. Cisza. Kolorowe domki. W tle wyłaniające się szczyty.
Dochodzimy w końcu do wioski. Każdy z nas ma to samo odczucie - jakbyśmy byli w jakiejś baśniowej krainie. Wszystkie domki są pięknie odmalowane. Kolorowo, spokojnie. Tal zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Żałuję, że nie mogliśmy tam zostać jeden dzień dłużej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz