W zasadzie powinienem zacząć opisywać naszą podróż od dnia poprzedzającego wylot. Z góry wiedziałem, że będzie to długi dzień. Chyba naszą tradycją jest już pakowanie na ostatnią chwilę i chodzenie spać po północy przed wyjazdem. Plecaki spakowaliśmy trochę po 22:00. Jeszcze obwijanie w folię, żeby przetrwały podróż w jednym kawałku. Przyczepienie karteczki z imieniem, nazwiskiem, telefonem i lotniskiem docelowym. Przecież jakby bagaż zaginął gdzieś po drodze to dupa zbita. Czas trekkingu mocno wyśrubowany i każdy dzień opóźnienia gra na naszą niekorzyść. Dokończenie sprzątania, kolejne sprawdzenie czy wzięliśmy dokumenty, karty i gotówkę. Trochę po północy kładę się spać. Myślałem, że jak to zwykle przed wyjazdem, nie będę mógł zasnąć...
Dźwięk budzika. Tak, pomyślałem, to już dziś. Jedziemy. Jeszcze tylko kilkanaście godzin i będziemy na miejscu. Upłynął prawie rok od kiedy zrodził się pomysł na tą podróż. Śniadanie, kolejne sprawdzenie czy zabraliśmy dokumenty, gotówkę i karty. Taxi na lotnisko. Pada deszcz i jest dość zimno. Przed wyjazdem z domu sprawdziłem jaka pogoda w Kathmandu. W dzień około 28 stopni i słonecznie.
Jesteśmy na lotnisku w Balicach z dużym zapasem. Tłok jak w środku sezonu wakacyjnego, a przecież to październik. Czekamy na Anię, Łukasza i Oktawię. Zainteresowanie wzbudzają nasze plecaki opakowane w folię z doczepionymi wielkimi kartkami z napisem "Kathmandu Airport". Po raz trzydziesty chyba sprawdzam czy wiadomo już gdzie odprawa.
Przyjeżdżają w końcu nasi współtowarzysze zbliżającej się przygody. Teraz to Łukasz wzbudza zainteresowanie znacznie większe niż nasze plecaki. Kapelusz a la Indiana Jones (tylko wersja dla początkujących bo ortalionowa i z Decathlonu), skarpety, sandały, na szyi dyndająca saszetka na dokumenty i gotówkę.
Nuda, nuda, czytanie, jedzenie, nuda no i zbliżamy się do Moskwy. Nasz 'kamandir' mówi, że trochę wieje nad lotniskiem. No i rzeczywiście wieje. Samolotem rzuca we wszystkich możliwych płaszczyznach. Czuję lekki przypływ adrenaliny. Ania nie podziela jednak mojej ekscytacji. Spoglądamy z Irka za okno. Piękne jesienne popołudnie.
Blisko, coraz bliżej, ciekawe jak bardzo będzie czuć lądowanie. Tymczasem pilot ląduje całkiem gładko. Po zatrzymaniu się, nadal czuć jak wiatr buja samolotem. Więc jednak rzeczywiście mocno wieje. Jak mocno, przekonujemy się po wyjściu z samolotu. "Trochę piździ" mówi Łukasz, jednocześnie przytrzymując kapelusz ręką.
Teraz tylko 4 godziny i następny lot. Wszyscy lekko zgłodnieliśmy więc wyruszamy na poszukiwanie jakiegoś jadła. No i pierwsza myśl. Po ile stoją ruble? Wiedzieliśmy, że ceny na moskiewskim lotnisku mogą być wysokie. W końcu mamy przelicznik. 1 rubel to około 10gr. Czas na zamawianie jedzenia. Siadamy w jakiejś terminalowej restauracji. Hmm chyba jednak drogo. Chodźmy do innej. Niestety, ceny wszędzie takie same. Bankomat nie działa. Terminal do płatności kartą też akurat nie działa. Więc możemy zapłacić jedynie w USD - oczywiście po restauracyjnym kursie. Głód zwycięża. Zamawiamy jedzenie. Najdroższy hamburger w moim życiu. Nawet nie chcę sobie przypominać ile kosztował.
Kolejny lot. Okazuje się, że czegoś tam brakuje w systemie i przed wpuszczeniem nas do samolotu stewardessa musi wpisać dane z naszych kart pokładowych do komputera... dla 5 osób. Pasażerowie za nami już lekko zniecierpliwieni. No ale w końcu, z lekkim opóźnieniem, wsiadamy do samolotu.
Start. Kamerka z dziobu samolotu wyświetla pas startowy.. woooow ale wypas. Szkoda, że ciemno i mało widać. Wystartowaliśmy, nuda, jedzenie, nuda, Forest Gump, próba spania, jedzenie... no kiedy w końcu wylądujemy? I jesteśmy nad Indira Gandhi. Ale terminal! Cały wyłożony jest dywanową wykładziną. Czysto. Kolorowo. Celnik w turbanie. Ale klimat. Szkoda, że nie będziemy mogli wyjść na miasto. Czytaliśmy wcześniej, że to wizytówka Delhi i że po wyjściu już nie jest tak ładnie. Ale co tam. Stwierdzamy jednogłośnie, że jeszcze przyjdzie czas na Indie.
| Delhi |
Super. Motywuje mnie to do napisania swojego ;-) Czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńHa! Niezły opis:D Dokładnie tak było :D
OdpowiedzUsuń